Follow my blog with Bloglovin

Doniesienia ze wsi part I

Jestem wieśniaczką! Jestem z tego dumna! Haha... śmieszne ale jakże prawdziwe ;)

...dzwoni telefon, na wyświetlaczu Tata...halo.... Tata: no jak tam wieśniaczka żyjesz...


Takie telefony odbieram nie tylko od swoich rodziców. Sądzę, że nie każdy tak naprawdę wierzył w naszą przeprowadzkę. Wcale się temu nie dziwię. Zabawę w wieś na serio zaczęliśmy może z 5 lat temu, początkowo kształciliśmy się ogrodowo, oczyszczaliśmy, wycinaliśmy, sadziliśmy, etc. Później, jakieś 2 lata do tyłu, przyszedł czas na dom... trwa on do dzisiaj... W tym okresie spędzaliśmy na wsi niemal każdy weekend i dłuższe pobyty urlopowe. I tak chyba części słuchaczy naszych opowieści myślało, że będzie zawsze, że weekendowo, że taka dacza na wsi... a tu mieszkają i nawet nie narzekają, i dojazdy nie straszne i nuda nie doskwiera...

Pierwsze tygodnie życia tutaj nasuwają wiele spostrzeżeń. Aby nie było tak sztampowo, że tylko sielsko i anielsko, zacznę od tych mniej oczekiwanych i mniej pożądanych.
Nie jestem perfekcjonistką, ani też pedantką, może i miewam napady owych skłonności ale raczej krótkotrwałe. Jednak nie jest mi na rękę, że nasz dom brudzi się w zastraszającym tempie, najgorzej mamy z podłogami... piasek, kurz, etc. No normalnie ze szczotą bym wiecznie latała...
W swojej naiwności sądziłam, że większy metraż to i mniej brudzić się będzie... nic bardziej mylnego. Nadzieję na poprawę sytuacji upatruję w ganku i tarasie, dzięki którym nie będziemy prosto z piasku, lub trawy wchodzić do domu i może pozostawimy część brudu na owych przyległościach...


Muchy! O zgrozo... chów zeszłoroczny, a może i jeszcze starszy... Mieszkały sobie na strychu, spokojnie nic nikomu nie wadząc, a tu się ludzie za strych zabrali. Nie dość że otworzyli go na niższe kondygnacje to jeszcze dach zmienili, wełną i folią izolacyjną wszystkie dziury pozatykali... Nie było problemu kiedy w śnie zimowym ciepło było i selekcja naturalna wystąpiła w znikomym procencie. Jednak teraz słońce w okna świeci i na strychu ciepło. Do życia się toto obudziło i wydostać nie może. W związku z czym lata i bzyczy i na dolne piętra zapuszcza bezczelnie. Bezrozumne też jakieś, bo jak okna otwieram, nie wie co ma z tym faktem począć i bezradnie obija się o szyby... Więc wyboru wielkiego nie mając, sukcesywną eksterminację odkurzaczową przeprowadzamy.

Nosi mnie...tak nosi mnie i wodzi mnie...spoglądam za okno.. och pograbiła bym, poprzycinała coś psadziła.... i tak stale w ogrodzie siedziała. A tu i dom ogarnąć trzeba, pranie zrobić i obiad, do rodziny w gości się wybrać... e tam ja wolę w ogrodzie...

I tak oto zamieniam szpilki, w których biegałam po mieście na kalosze, w których brodzę po ogrodzie.

21 komentarzy:

  1. zazdroszczę, bo my ciągle przed sezonem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zbierajcie siły. Przez tą zimę do kwietnia wszystko na raz trzeba robić. Zapewne jeszcze nie skończymy grabić liści a już trawę kosić nam przyjdzie ;)

      Usuń
  2. Witaj w klubie wieśniaczek! Mnie też sie wydawało, że w domu mniej sie brudzi, że pomieszczenia gospodarcze są it. Ale kurzy sie zdecydowanie bardziej, zwierzęta wnosza piach pomimo wycierania czy mycia łapek. Kalosze! normalka. Czwarte juz zdzieram :) Sprzatania wiecej ale za to ile radosci z ogrodu!!!

    pozdrawiam
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Nawet sprzątanie jakoś łatwiej i milej tu idzie, o ogrodzie nie wspominając :)

      Usuń
  3. Coś o tym wiem...
    Sama wcześniej nie miałam skłonności do porządków, ale od niedawna nie mogę patrzeć kiedy podłoga jest brudna, w ogrodzie leży pełno liści, a drzewka czekają na przycięcie, dlatego świątek, piątek i niedziela są w pełni wykorzystane!
    Pozdrawiam i życzę pozytywnej energii,
    Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki temu nie ma czasu na nudę, a jak dobrze się zasypia ;) Pozdrawiam również serdecznie

      Usuń
  4. Widzę, że asymilacja trwa:) I spostrzeżenia jak najbardziej trafne. Ganeczek pomoże ale nie łudźmy się- troszeczkę:D No czasami po prostu już się nie chce tych podłóg ogarniać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to mnie nie pocieszyłaś ;) Może kiedyś przestanę zwracać aż taką uwagę na to wszystko :)

      Usuń
  5. Witamy w klubie wieśniaczek, dumnych, zaznaczam z tego faktu. Bardzo fajnie piszesz, świetnie się tego czyta. Z pewnością zaglądnę do Ciebie częściej i zobaczę jak sobie radzisz z wiejską rzeczywistością. Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, miło mi, że tak piszesz i oczywiście zapraszam :)

      Usuń
  6. Jako mieszkająca już dwa lata na wsi (właśnie stuknęły) powiem Ci to, co mi powiedzieli, jak zaczynalismy nasz wiejski żywot. Czeka Cię jeszcze wiele niespodzianek ;-) Te niespodzianki jednak budują i sprawiają, ze jeszcze bardziej kocha się swoje miejsce na ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się,że należę do grona wieśniaczek, choć moja rodzina i znajomi chyba tego nigdy nie zaakceptują, ale co tam, najważniejsze, żeby być samemu szczęśliwym, prawdziwie wewnętrznie!
    Kalosze, kurz i muchy w wiejskim domu to normalka! Tez to mam... i tyle piękna wokół!
    Wiosenne usciski posyłam!

    OdpowiedzUsuń
  8. ja też chyba zaliczam się do grona wiesniaczek..... i tez mam tony piachu, kłęby psiej sierści w domu....ale nie jestem perfekcyjna pania domu...
    wygodnie mi w kaloszach a nie w bucikach...
    rozumiem więc Ciebie doskonale.....
    pozdrawiam ze wsi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozdrawiam Wieśniaczkę :D rzeczywiście ten piach i kurz bywa nie od opanowania, ale z czasem przywykniesz. Ganki rzeczywiście mogą nieco pomóc :D Trzymam kciuki za dalszą asymilację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Mam nadzieję, że rzeczywiście z czasem przywyknę :)

      Usuń
  10. Hehe, to zupełnie tak jak u mnie, i kurz, i brud, i muchy, i w domu nie mogę latem wysiedzieć ;) Mówiłam, że tak będzie :) Gratuluję udanego przeflancowania i życzę wszystkiego dobrego, obyś nie doświadczyła depresji związanej ze zmianą życia!

    OdpowiedzUsuń